Artur Wabik. Postawy i poglądy z lat 1996–2026

Z perspektywy czasu bardzo trudno jest wskazać początek w praktyce artystycznej. W moim przypadku dodatkowym utrudnieniem jest określenie samej natury tej praktyki. Od przyglądania się miastu, poprzez graffiti, murale, instalacje artystyczne, działania performatywne i happeningi, powróciłem do przyglądania się miastu. Jednak zarówno oglądający jak i oglądane nie są już tacy sami.

Trzy dekady temu, w mroźny jesienny poranek, na mojej codziennej trasie pojawił się betonowy glitch. Nagły wyłom w ustalonym porządku, puzzel wyjęty z miejskiej układanki. Choć prefabrykaty z lanego betonu stanowiły wówczas jeden z symboli polskich miast, to były również w jakimś sensie przeźroczyste. Wywrócenie donicy ujawniło przede mną jej intrygujący – jakby wyjęty z gier na ośmiobitowe komputery – kształt. Z miejsca wróciłem do domu po aparat, żeby udokumentować tę sytuację.

Tak zaczęło się moje zainteresowanie miastem. Od przerwanego rytmu, zmiany kontekstu i zwykłego wandalizmu. W drugiej połowie rozedrganych lat 90. kiedy wywracano – w tym wypadku dosłownie – stary porządek. Zafascynowany zachodzącymi wokół mnie przemianami kulturowymi, nie rozumiałem jeszcze, że kapitalizm, reklama i graffiti zdemolują za moment dotychczasowy ład przestrzenny. Wtedy to były dla mnie zjawiska wyłącznie pozytywne.

Powoli zataczam koło, coraz chętniej wracając do działań z początku swojej drogi, ucząc się ufać swoim gestom. Jednocześnie mam świadomość, że wieloletnia praktyka artystyczna i kuratorska prowadzi nieuchronnie do przejścia z pozycji kontestacji do establishmentu. Odbywa się to niepostrzeżenie, nierzadko zaskakując samych zainteresowanych. Mnie zaskoczyło. Zadaję więc sobie pytanie: ile we mnie zostało z tego, kim byłem 30 lat temu?

Artur Wabik